PODRÓŻE

WULKAN JEST JAK KOBIETA – NIGDY NIE WIESZ, KIEDY WYBUCHNIE

By on 2 października 2016

W artykule o rzeczach, których nie wiedziałeś o Bali, w jednym z punktów pisałem, że na wyspie jest kilka aktywnych wulkanów. Dziennie kilkuset śmiałków zdobywa szczyt każdego z nich. Krótka wzmianka skutkowała wieloma pytaniami o szczegóły, postanowiłem więc nieco rozwinąć temat.

O godzinie 2:30 rano pod nasz hotel podjechał nader żwawy i radosny, jak na tę nieludzką porę kierowca, by odebrać czterech zombie po 3 godzinach snu i dostarczyć ich pod wulkan. Wsiadając do auta, nie mogłem sobie przypomnieć dlaczego to robimy. Dobrowolnie przerwaliśmy błogi sen, by przez kilka godzin iść pod stromą górę w ciemności i chłodzie. I jeszcze zapłacimy za to po 45 USD. Nie brzmi jak dobra zabawa.

NIEMOŻLIWE STAŁO SIĘ MOŻLIWE

O dziwo nasz kierowca dokonał niemożliwego i jego pozytywna energia udzieliła się nam dość szybko. Godzinną jazdę umilał nam ciekawostkami na temat wulkanu i balijskiej tradycji. Tłumaczył nam między innymi, na jakiej zasadzie wybiera się na Bali imiona dla dzieci. Wybiera to trochę za dużo powiedziane. Wszystko zależy od przynależności do klasy społecznej i kolejności urodzenia. Jest to dość skomplikowana i zawiła kwestia, poza tym akurat spieszy mi się, żeby nic nie robić, więc odpuśćmy sobie wchodzenie w szczegóły.

Po krótce chodzi jednak o to, że jest jasno określone, jak ma się nazywać każde dziecko z kolei. Czasami są do wyboru dwa, maksymalnie trzy imiona. Często te same dla obu płci. Także ciężko poszaleć. Doceń, jakie masz w tej kwestii pole do popisu mieszkając w Polsce, zrób coś dla swojego jeszcze nienarodzonego dziecka i nie kombinuj za bardzo. Stawiam stówę, że kiedyś podziękuje Ci, że jest Tomkiem, Dawidem, albo Kasią, zamiast Żyrafem, Saturninem, Fontanną, czy… Guantanamerą. Wyobraź sobie facetkę od matmy, fałszującą dzień w dzień, przy sprawdzaniu obecności tej ostatniej. Nie idź tą drogą.

Nasz kierowca wypytywał też o Polskę i nawet jeśli, jak przypuszczam, nie miał bladego pojęcia, gdzie na mapie umieścić ojczyznę tych białych człowieków, którzy właśnie usiłowali zapamiętać zasady nazewnictwa balijskich dzieci, wydawał się być żywo zainteresowany, słuchając o naszych zwyczajach, temperaturach, czy aferze reprywatyzacyjnej.

W DRODZE NA SZCZYT

Ani się obejrzeliśmy, jak Ricki, nasz przewodnik, który miał nas poprowadzić na sam szczyt, wręczał nam u podnóża wulkanu po butelce wody i latarce czołowej, żeby cokolwiek widzieć w absolutnej ciemności, a także kijek do podpierania się, który początkowo wydawał się być zbędnym balastem, a później (szczególnie na większej wysokości oraz podczas schodzenia) ratował nam życie.

Nie da się ukryć, było ciemno, jak w dupie.

Nie da się ukryć, było ciemno, jak w dupie.

Na wulkan wchodzi się w małych, kilkuosobowych grupach, każda ze swoim przewodnikiem i w swoim tempie. Łącznie tego dnia na wulkan Batur wspinało się ponad 300 osób. Wejście przeciętnie żwawym tempem zajęło nam nieco ponad dwie godziny. Pewnie, można to zrobić nieco szybciej, ale nie ścigaliśmy się specjalnie, bo jakoś tak nam się ubzdurało, że poza wejściem na szczyt, interesowało nas też, aby przypadkiem nie zaliczyć samobója spadając w przepaść.

 

Gdy dotarliśmy na szczyt, zaczynało świtać.

Gdy dotarliśmy na szczyt, zaczynało świtać.

Wszyscy żyli nadzieją, że nadcjodzące chmury nie przysłonią wschodzącego słońca.

Wszyscy żyli nadzieją, że nadcjodzące chmury nie przysłonią wschodzącego słońca.

Pierwszą nagrodą za wejście na szczyt, jest kawa, która po takim wysiłku smakuje wybornie i niepowtarzalnie. Po jej wypiciu, Ricki zaprosił nas, żebyśmy zobaczyli, jak wykorzystuje temperaturę wytwarzaną przez wulkan, aby przygotować nam banany i jajka na śniadanie. Po posiłku, grupa kilkuset osób oczekiwała na wschód słońca. Z każdą minutą robiło się coraz jaśniej, a niebo nabierało kolorów, po czym kilka minut przed momentem kulminacyjnym chmury zasłoniły cały spektakl i, jak to mówią starożytni Balijczycy, dupa zbita.

 

Banany wyglądające jak ogórki i jajka, wyglądające jak jajka. Makłowicz byłby dumny.

Banany wyglądające jak ogórki i jajka, wyglądające jak jajka. Makłowicz byłby dumny.

Efekt końcowy. Zważywszy na warunki - było bardzo smacznie.

Efekt końcowy. Zważywszy na warunki – było bardzo smacznie.

Droga powrotna, okazała się być nawet bardziej absorbująca od wchodzenia na szczyt. Ricki, widząc nasze zaniepokojone miny na widok wąskich ścieżek, uspokajał, że śmierć z powodu upadku w przepaść to rzadka sprawa. Zwykle kończy się na złamaniach. Dzięki Ricki, pomogłeś.

 

Ricki, nasza ostoja.

Ricki, nasza ostoja.


Bezpieczne zejście na dół, do czekającego na nas samochodu, już w chwili złapania za klamkę, postrzegaliśmy w kategoriach małego cudu. Niby wszyscy wiedzieli, że się uda, jednak wycieńczenie całonocną przechadzką i strome ścieżki dawały o sobie znać. Po powrocie do hotelu, resztę dnia poświęciliśmy na relaks nad basenem, kontemplując na temat naszego, jakkolwiek nietypowego jednak dokonania.

 

Momentami bywało stromo.

Momentami bywało stromo.

OSZUKAĆ PRZEZNACZENIE

Około dwa tygodnie po naszej wspinaczce, świat obiegła informacja, że na Lombok – wyspie leżącej nieopodal Bali, również w Indonezji, jeden z wulkanów, nie zważając na wspinające się na jego szczyt tłumy, zwyczajnie wziął i wybuchł. Wchodziło na niego w tym momencie około 400 osób, które podobnie jak my, chciały zrobić sobie na szczycie selfie przy wschodzie słońca. Części osób udało się bezpiecznie ewakuować, około 250 osób otrzymało status poszukiwanych. Mieli mniej szczęścia. Wygląda więc na to, że wybraliśmy sobie jednak wcale nie taką bezpieczną rozrywkę.

TAGS
o mnie

Siemano z rana! Jestem Marek. Patrzę na otaczający mnie świat z przymrużeniem oka. Lubię się śmiać i w każdej sytuacji staram się szukać pozytywów. W rozmowach często cytuję polskie filmy. Nigdy, ale to przenigdy nie stosuję sarkazmu! Nawet teraz. Mimo, że uwielbiam spać, to nigdy nie ucinam sobie drzemek w ciągu dnia, bo szkoda mi życia. Zapraszam do mojego świata ;-)

Dołącz na facebookU
Szukaj
newsletter
Chcesz być na bieżąco? Zapisz się do newslettera, aby nie przegapić żadnego wpisu!

Social Media