ALE W KOŁO JEST WESOŁO

RAZEM MOGLIŚMY MIEĆ WSZYSTKO…

By on 9 marca 2018

razem mogliśmy mieć wszystko

Siemano z rana!

Chwilę mnie nie było. No dobra – dłuższą chwilę. Ale jestem. Żyję. Funkcjonuję. I mam nadzieję, że wygospodaruję wystarczająco dużo czasu, żeby wrócić do regularnego pisania, bo przyznaję, że brakuje mi tego, a z głosów, które co jakiś czas do mnie docierają wiem, że nie tylko mi.
Przekonałem się na własnej skórze, że łatwiej pisze się regularnie, niż powraca. Im rzadziej siadałem do pisania, tym ciężej było ponownie złapać flow. Wczoraj po powrocie do domu siadłem do komputera i przypomniałem sobie jedną z nauk Kominka – pisz, pisz i jeszcze raz pisz. No to piszę. A to poniekąd dzięki panu menelowi, który został bohaterem dramatycznym tej historii. Albo romantycznym? Sam nie wiem, nigdy nie byłem dobry w te klocki…

Niemniej jednak.

Wieczorową porą wybrałem się do sklepu, pod którym zaczepił mnie pewien jegomość, nieudolnie próbujący udawać, że po raz pierwszy spotkała go taka sytuacja, że musi kogoś poprosić o pomoc, wszak o jego pozycji społecznej świadczyła nie tylko aparycja jego i czających się za nim, ledwo trzymających się na nogach koleżków, ale i odór otaczającej go mgiełki alkoholu, wyczuwalny z jakichś dwóch metrów.
 
Pyta, czy kupię mu coś do jedzenia. Bo znalazł się w takiej, jakby to powiedzieć, trudnej sytuacji.
 
Patrzę na jego błędny wzrok i widzę, że sytuacja jest zaiste trudna. Śmiało można założyć, że płyny, które przyjął, w ilości raczej niemałej, były wypite na pusty żołądek. Nie było jednak sensu podejmowanie dyskusji, jak doszło do tego, że na zakończoną świeżo konsumpcję pieniążki były, a na jedzenie już zbrakło. Nawet przez chwilę chcę spytać, ale robię raz jeszcze pobieżny ogląd sytuacji i rezygnuję. No dobra. Niech będzie. Kupię.
 
I to, szczerze mówiąc, nie z jakichś szczególnych pobudek altruistycznych, w zasadzie to bardziej egoistycznie podszedłem do tematu i na szybko sobie skalkulowałem, że kupno paru bułek i wędliny wyjdzie mnie taniej, niż lakierowanie samochodu, którym podjechałem pod sklep, a który w następstwie odmowy mógłby doznać niepotrzebnych zupełnie obrażeń.
 
Tak więc, dokonałem zakupów. Bułki, serek, salami. Takie tam. Mama zawsze mówiła, że do alkoholu to coś tłustego trzeba na podkład. Zapakowałem mu to wszystko elegancko, w jednorazóweczkę, wychodzę przed sklep, patrzę i…
 
Nie ma gościa. Wziął i poszedł. No nikomu już nie można ufać. I tak zostałem, z samym podkładem. A razem mogliśmy mieć wszystko…
TAGS
o mnie

Siemano z rana! Jestem Marek. Patrzę na otaczający mnie świat z przymrużeniem oka. Lubię się śmiać i w każdej sytuacji staram się szukać pozytywów. W rozmowach często cytuję polskie filmy. Nigdy, ale to przenigdy nie stosuję sarkazmu! Nawet teraz. Mimo, że uwielbiam spać, to nigdy nie ucinam sobie drzemek w ciągu dnia, bo szkoda mi życia. Zapraszam do mojego świata ;-)

Dołącz na facebookU
Szukaj
newsletter
Chcesz być na bieżąco? Zapisz się do newslettera, aby nie przegapić żadnego wpisu!

Social Media