ALE W KOŁO JEST WESOŁO

BREAKING NEWS! NIE ZROBIŁ ZAKUPÓW W NIEDZIELĘ I PRZEŻYŁ!

By on 11 marca 2018

zakaz handlu

Gdy siadam do pisania tego tekstu, jest godzina 19:00. Zmrok, który zapadł za oknem, zwiastuje, że dzień dobiega końca. Nie byle jaki dzień. Wszak kończy się 11 marca 2018 roku. Dzień podobno wyjątkowy. A i owszem. Ale nie dlatego, że dziś imieniny obchodzą między innymi Eulogiusz, Sofroniusz, czy Świetlana. Nie dlatego, że w Polsce obchodzimy dziś Dzień Sołtysa, ani dlatego, że to właśnie na dziś przypada okrągła, 174 rocznica objęcia przez Konstandinosa Kanarisa urzędu premiera Grecji.

Te wszystkie, jakże istotne kwestie schodzą na dalszy plan, jeśli uświadomić sobie, że dziś niedziela. A konkretnie…

PIERWSZA NIEDZIELA Z ZAKAZEM HANDLU!

Sądząc po zapowiedziach w radiu, telewizji, internecie, gazetach oraz tym, co można było usłyszeć od Pani Grażynki, schorowanej starowinki, która wszystkie pozostałości sił witalnych inwestuje w swoje hobby, jakim są wyścigi do zajęcia ulubionego miejsca w autobusie dla siebie oraz drugiego dla swojej wiernej towarzyszki podróży wszelakich – reklamówki z biedronki – ARMAGIEDON, Panie! Koniec świata!

Jeśli wierzyć we wszystkie zapowiedzi, skutki wprowadzenia zakazu handlu (a tak na prawdę jedynie częściowego jego ograniczenia), miały okazać się opłakane. Ziemia miała zamarznąć, morza rozstąpić, a i nikogo nie zdziwiłaby rozbijająca się o naszą planetę asteroida.

Nie będę oszukiwał. Wobec takich zapowiedzi, lekko się wycykałem.

Przez cały dzień uważnie obserwowałem swój organizm. Nie dostałem rozwolnienia, ani wysypki. Nie oddawałem moczu z ponadprzeciętną częstotliwością. Nie doznałem też nagłych skoków ciśnienia, palpitacji serca, ani drżenia rąk. Co prawda rozbolało mnie gardło, ale nie łączyłbym tego faktu bezpośrednio z zakazem handlu.

I wygląda mi na to, że nie byłem jedyny. Pół dnia spędziłem przed telewizorem z michą popcornu, oczekując szokujących wieści z kraju. Tymczasem dzień dobiega końca. I co? I gówno nic.

Ani słowa o masowych samobójstwach. Nic o zamieszkach, podpaleniach i wygłodniałych klientach, szturmujących ostatni bastion wolności, (czyt. Żabki i stacje benzynowe) walczących na śmierć i życie o ostatni bochenek chleba.

Wygląda na to, że wszyscy przeżyli. No, poza tymi co umarli. (Czarny humor. Hehe.) Ale raczej nikt nie kopnął w kalendarz dlatego, że zamknęli mu spożywczaka. Wygląda na to, że społeczeństwo zostało uratowane dlatego, że niektóre sklepy prowadziły sprzedaż w piątek i sobotę nawet do 23:00. Co za ulga.

Ciekawy jestem jedynie ilu cymbałków było na tyle zdesperowanych i przerażonych brakiem możliwości odbycia niedzielnego spaceru po galerii handlowej, że skorzystali z pojawiających się ostatnio masowo ofert wycieczek… na niedzielne zakupy do Czech, Słowacji, czy Litwy.

Jeśli znasz kogoś, kto skorzystał z takiej oferty, daj mi znać. Przekażę 1% podatku na jego leczenie. Serio.

TAGS
o mnie

Siemano z rana! Jestem Marek. Patrzę na otaczający mnie świat z przymrużeniem oka. Lubię się śmiać i w każdej sytuacji staram się szukać pozytywów. W rozmowach często cytuję polskie filmy. Nigdy, ale to przenigdy nie stosuję sarkazmu! Nawet teraz. Mimo, że uwielbiam spać, to nigdy nie ucinam sobie drzemek w ciągu dnia, bo szkoda mi życia. Zapraszam do mojego świata ;-)

Dołącz na facebookU
Szukaj
newsletter
Chcesz być na bieżąco? Zapisz się do newslettera, aby nie przegapić żadnego wpisu!

Social Media